Parafia św. Brunona z Kwerfurtu w Łomży

ul. Wojska Polskiego 135, 18-400 Łomża

Droga krzyżowa Pana Jezusa

Słowo Boże: Mt 27,31-34; Mk 15,20-23; Łk 23,26-32; J 19,16-17

Krzyż niesiony przez Jezusa i Szymona

Święty Jan podkreśla, że Jezus sam dźwiga krzyż. Ewangeliści synoptyczni opowiadają, że żołnierze przymusili Szymona z Cyreny, aby niósł go za Jezusem. Nie trzeba wybierać jednej wersji przeciw drugiej. Każdy ewangelista prowadzi uwagę czytelnika ku innemu wymiarowi tej samej drogi: Jezus dobrowolnie idzie ku oddaniu życia, a zarazem pozwala człowiekowi wejść w swój trud.

Szymon nie zgłasza się na ochotnika. Wraca z pola, ma zapewne własne plany, a nagle zostaje zatrzymany i obciążony cudzym krzyżem. Właśnie dlatego jest tak bliski wielu ludziom. Część ciężarów wybieramy, ale część wchodzi w życie bez pytania: choroba dziecka, opieka nad rodzicem, niepełnosprawność, utrata pracy, wojna, konsekwencje czyjegoś grzechu. Ewangelia nie mówi, że przymus sam w sobie jest dobry. Pokazuje jednak, że nawet narzucony ciężar może stać się miejscem spotkania z Jezusem.

Czy Jezus żąda cierpienia?

Słowa o braniu krzyża bywają źle używane. Ktoś doświadcza krzywdy i słyszy: „taki twój krzyż, musisz go nieść”. Tymczasem krzyż Jezusa nie usprawiedliwia sprawcy ani nie zakazuje szukania ratunku. Jezus przyjmuje konsekwencje wierności miłości. Nie nazywa przemocowej relacji świętym obowiązkiem i nie każe człowiekowi rezygnować z leczenia czy ochrony.

Wziąć krzyż oznacza nie uciekać od miłości, odpowiedzialności i prawdy tylko dlatego, że kosztują. Czym innym jest cierpienie przyjęte w wiernej miłości, a czym innym zło, któremu można i trzeba się sprzeciwić. Rozeznanie tej różnicy nie zawsze jest łatwe. Warto szukać pomocy mądrego spowiednika, terapeuty, lekarza lub odpowiednich służb, zamiast samotnie dopisywać Bożą wolę do każdej krzywdy.

Jezus zauważa płaczące kobiety

Na drodze Jezus spotyka kobiety, które nad Nim płaczą. Mimo własnego cierpienia zwraca się do nich. Nie szuka taniego współczucia. Przenosi ich uwagę z samego wzruszenia na potrzebę nawrócenia. Można płakać nad męką Chrystusa, a jednocześnie nie zauważać krzyża człowieka obok. Można przeżyć nabożeństwo i wrócić do domu z tym samym twardym słowem.

Prawdziwe współczucie nie kończy się uczuciem. Pyta: komu mogę dziś ulżyć? Czyj ciężar mogę ponieść choć przez chwilę? Może zrobić zakupy, zadzwonić, wysłuchać, zastąpić w opiece, uczciwie wykonać swoją część pracy. Szymon nie zdejmuje z Jezusa całej drogi. Niesie jeden odcinek. Nieraz właśnie tyle możemy zrobić – i tyle wystarczy, aby człowiek nie szedł sam.

Maryja na drodze

Ewangelie nie opisują spotkania Jezusa z Maryją na drodze krzyżowej. To scena przekazana przez tradycję nabożeństwa. Wiemy natomiast, że Maryja stanie pod krzyżem. Różaniec pozwala nam kontemplować drogę Syna Jej oczami, pamiętając o granicy między tekstem biblijnym a pobożną medytacją.

Maryja nie zatrzymuje Jezusa dla siebie. Jest przy Nim i pozwala Mu wypełnić misję. To miłość bardzo dojrzała: bliskość bez zawłaszczania. Prośmy Ją, aby pomogła nam być przy cierpiących tak, by ich wspierać, a nie przejmować nad nimi kontrolę.

Modlitwa

Panie Jezu, który niosłeś krzyż, bądź blisko ludzi przygniecionych ciężarem. Naucz nas rozróżniać wierność od bezradnej zgody na zło. Daj nam oczy, które zauważą cudzy trud, i ręce gotowe nieść choć kawałek drogi. Maryjo, wierna Matko, prowadź nas do Jezusa i ucz obecności, która nie ucieka. Amen.

Intencja dziesiątki: za opiekunów chorych, rodziców, ludzi przeciążonych odpowiedzialnością i tych, którzy nie mają z kim dzielić ciężaru.